Po drugiej stronie ...

Orkiestra się stroi, pozorny hałas instrumentów przycicha. Rozlegają się brawa. Dyrygent kłania się publiczności, odwraca i podnosi ręce do góry...

Czas na koncert.



Na bilecie mam napisane: rząd 7 miejsce 24. Jest! Znalazłam. Opuszczam siedzenie, by zająć moje miejsce. Wokół tłum ludzi dzieci, młodzież i dorośli. Większość trzyma w ręce ten sam bilet co ja. Rozglądam się do tyłu. Cała sala jest już prawie pełna. Słychać kolejny dzwonek. Światła mrugają. Gwar nie cichnie, nagle w sekundzie przemienia się w brawa, patrze na scenę, muzycy z instrumentami wychodzą zza kulis.


To zawsze radość gdy przychodzi ktoś znajomy lub rodzina...



Orkiestra...myślę i poprawiam się na fotelu. Zerkam jeszcze raz do programu, by przeczytać trudną nazwę pierwszego utworu. Światła przygasają i na scenie pojawia się prowadzący. Rozglądam się po sali, na twarzach ludzi widzę uśmiech i radość... wreszcie weekend, czuć ogólne rozluźnienie, choć Panowie prężą kark od z byt ciasno przyciągniętego krawata.

Stroją instrumenty... sprawdzam jeszcze raz program... zapada cisza, którą po chwili przerywają obfite brawa dla wchodzącego dyrygenta. Dłonie wydają śmieszny tępy odgłos. Pani obok mnie szeleści, zamykając torebkę. Zamykam oczy... zaczyna się...

Taki opis rozpoczęcia koncertu zna każdy z Was

.... a my?.... dla nas to zupełnie inna historia

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być tam... z drugiej strony... być tym, komu biją brawa, a nie tym to uderza w ręce? Jak to jest widzieć z drugiej strony salę koncertową? Patrzeć ze sceny na rozpromienione twarze ludzi, którzy przyszli na koncert. Jak to jest być tam... po drugiej stronie...


Doszłam do świateł... zmieniły się na czerwone... nerwowo patrze na zegarek. Mam jeszcze godzinę. Po drugiej stronie ulicy widzę budynek, afisz z dzisiejszym koncertem wyświetla się na każdym bilbordzie. Kolejka do kasy jak zwykle, ludzie zbierają się już przed budynkiem. Nie wchodzę głównym wejściem, z tyłu budynku są drugie drzwi, nad nimi napis STAGE DOOR.


Czasem narzekamy, to trudny zawód, ale bycie muzykiem orkiestrowym to najwspanialszy zawód na świecie i nie zamieniłabym go na nic innego.



Uśmiecham się do Pani za wysoką ladą, jestem tu dziś już drugi raz, wiec uśmiech wystarczy za dzień dobry. Rano mieliśmy generalną, byłam w domu na kilka godzin, zjadłam obiad i wróciłam.

Długi korytarz i schody prowadzą do kolejnych drzwi. Otwieram, słyszę gwar i śmiech. Dziewczyny znów opowiadają sobie o lokówce... Otwieram swoją szafkę, mam w niej kilka kompletów ubrań na koncert Wybieram jeden zestaw - ten będzie dobry na dziś...



Pięćdziesiąt minut później siedzę w foyer z drugiej strony sceny. Wiolonczele mam w szafce przygotowaną do koncertu. Zegar na ścianie odlicza minuty do wyjścia na scenie, z głośnika słyszę... muzycy proszeni są o ustawienie się przy wyjściu... Mamy dwa z przeciwległych stron sceny. Biorę wiolonczelę i ustawiam się z moją sekcją. Jak co piątek wita nas pracownik techniczny - Pan Tomasz pracuje to od lat, zna nas wszystkich ... widzimy się codziennie, to on pomaga, by nasza praca każdego dnia była łatwiejsza... Uchyla drzwi na scenę. Widać pełną salę, P. Tomasz odwraca się i mówi z uśmiechem... Full House. Będzie duszno... myślę... prawie jak co piątek...



Pięknie wyglądasz... słyszę głos z tyłu, odwracam się i uśmiecham... z Anią znamy się ze studiów, dwa lata temu wygrała konkursu na koncertmistrza altówek. Z Piotrem chodziliśmy razem już do podstawówki, jest na rocznym kontrakcie próbnym, gra na kontrabasie.



"...to trudny zawód ale bycie muzykiem orkiestrowym to najwspanialszy zawód na świecie i nie zamieniłabym go na nic innego."



3... 2...1... Pan Tomasz otwiera drzwi. Uśmiecham się i wchodzę na scenę. Dziś siedzę od zewnętrznej, wbijam nóżkę mocno w deskę do grania. Sprawdzam cicho strój instrumentu. Pani Zosia uśmiecha się i mówi... są dziś moje dzieciaki. Patrze w sale... dwójka dzieci macha do nas rozbawiona, a ich mama usiłuje je uspokoić i posadzić na miejsca. To zawsze radość gdy przychodzi ktoś znajomy lub rodzina. Dla nich to wolny wieczór, dla nas... to nasza praca, ale nie znam nikogo, kto by tę pracę zamienił na korporacje. Czasem narzekamy, to trudny zawód, ale bycie muzykiem orkiestrowym to najwspanialszy zawód na świecie i nie zamieniłabym go na nic innego.



Koncertmistrz wstał to znak dla orkiestry, że czas na strojenie. Zaraz się zacznie...otwieram nuty Johan Stauss-Till Eulenspiegels lustige Streiche, Op.28

Rozbrzmiewają brawa. Wstaję, uśmiechając się do publiczności... Full House... to zawsze miłe grać przy pełnej sali. Siadam i układam ostatni raz długą czarną sukienkę. Smyczek na struny. Zerkam na koncertmistrza, odwrócił głowę, by sprawdzić, czy jesteśmy gotowi. Dyrygent podnosi ręce do góry... czas na koncert.